Uporządkowany świat poezji
Rozmowa z Julią Zadrożny przewodniczącą Ogólnopolskiego Klubu Literackiego "Na Oklep"
 

 
 


      
Zacznijmy od najtrudniejszego pytania. Czym jest poezja?

      
Dla mnie to jest kwestia wrażliwości na otaczający nas świat oraz dużej odwagi, żeby ten świat na nowo uporządkować, czy wręcz stworzyć. Pisanie jest pewnego rodzaju reakcją na to, co się dzieje w nas i wokół nas. Przez większość poetów przemawia chęć poznania, której towarzyszy większy krytycyzm względem otoczenia. Według mnie poeta musi być przede wszystkim doskonałym obserwatorem i psychologiem, ale także świetnym matematykiem, jeżeli chodzi o figurę wiersza, muzykiem co do jego melodii i ekonomistą w ilości wykorzystywanych słów.

      A czy w pisaniu, chęci zaistnienia, nie ma dużej dozy próżności?

      
To są stare rozgraniczenia: czy piszę dla siebie i do szuflady, czy chcę za wszelką cenę publikować własną twórczość. Z pewnością jest sporo twórców, którym zależy na sławie, ale w chwili, kiedy postrzega się pisanie jako chęć uporządkowania spraw dookoła siebie, to myślę, że nie chodzi tu o sławę, ale o spokój wewnętrzny i chęć osiągnięcia harmonii. Bo jak już sobie powiedzieliśmy, pisanie to niepokój twórczy, a tworzy się dla osiągnięcia świętego spokoju. Jeżeli oczywiście dałoby się napisać doskonały wiersz.

      W takim razie jaki jest perfekcyjny wiersz?

      
Moim zdaniem nie istnieje coś takiego. Trudno jest mi powiedzieć, czy są w ogóle utwory zbliżające się do doskonałości, chociaż z pewnością każdy czytelnik poezji ma swoje ulubione utwory, które uważa za bliskie ideału.

     Porozmawiajmy o natchnieniu, wenie twórczej. To chyba bardzo osobista sprawa, dla każdego poety indywidualna?

     
Niewątpliwie. Czasami rodzi się to z obserwacji otoczenia lub samego siebie, a czasami z lektury. Nagle się odkrywa, że dany temat można ująć zupełnie inaczej i pojawia się jakiś ciąg oryginalnych skojarzeń, jakieś ziarno niepokoju, z którego może coś powstać. Bywa, że utwór przychodzi sam w całości, ale najczęściej wiersz rodzi się w sposób bardziej przemyślany, nawet na przestrzeni wielu miesięcy.

      Może poeta potrzebuje do pisania jakiegoś traumatycznego przeżycia wydarzeń: marca 68’ czy stanu wojennego. Tymczasem pokolenie dzisiejszych 20-latków żyje chyba w nudnych, spokojnych czasach?

      
To nieprawda. My żyjemy w innych czasach – w czasach, kiedy dużo się mówi o bezrobociu, o terroryzmie czy o wszechobecnym stresie. Paradoksalnie w dobie globalizacji traumatyczne przeżycia mają wymiar bardziej jednostkowy, indywidualny. Zbliżamy się do krajów odległych kulturowo, ale oddalamy się od osób z najbliższego otoczenia. Coraz więcej ludzi nie potrafi znaleźć się w takiej rzeczywistości. Niektórzy uciekają od problemów dnia codziennego popadając w różnego rodzaju nałogi, inni poświęcają się sztuce.

      Czy każdemu poecie nie towarzyszy natrętna myśl, że i tak tego co stworzy nikt nie przeczyta. Żyjemy w czasach w których nie ma chyba zapotrzebowania na poezję?

      
To zależy, jakie kto ma potrzeby – i chodzi tu zarówno o twórcę, jak i konsumenta kultury, czyli w tym przypadku czytelnika. Prawdziwy poeta odczuwa przede wszystkim chęć wyrzucenia tego, co w nim jest, a jeżeli zachwyt nad jego utworem udzieli się innym osobom, to ma szansę zaistnieć w świadomości większej grupy ludzi. Natomiast jeżeli pisze dla siebie, czy wąskiego grona przyjaciół, to również ma szansę stworzyć coś wartościowego, co może zostać uznane za sto lat jako znak czasu, przełom, może początek kolejnej epoki literackiej.

      Ale w młodej polskiej poezji nie ma kogoś takiego jak Dorota Masłowska w prozie?

      
Rzeczywiście nie ma, ale mam nadzieję, że wynika to z tego, że tworzy naprawdę wielu młodych, poetów, spośród których trudno wybrać obiektywnie tego najbardziej interesującego, a nie z braku wybijającej się osobowości na rynku wydawniczym czy niesprawnych działań marketingowych.

     A może poetów zastąpili raperzy, twórcy z ulicy.

     
Ja bym raczej nie porównywała twych dwóch nurtów twórczości. Rap czy hip-hop jest niewątpliwie pewną formą ekspresji, spokrewnioną z poezją w poszukiwaniu rytmu wypowiedzi i przekazu bezpośredniego, ale wiersz niekoniecznie oznacza ekspresję, a równie często impresję.

„Ja rymów nie dobieram ja głosek nie składam. Tak wszystko napisałem jak tu do was gadam”, oto cytat z prekursora hip-hopowego rymowania Adama Mickiewicza.

Zważywszy, że w dzisiejszych czasach dominuje swobodna, spontaniczna forma wypowiedzi, istnieje moda na limeryki, na zabawy słowem, to tutaj możemy się dopatrywać pewnych zbieżności z rapem. Ale z drugiej strony stworzyć naprawdę coś wartościowego w formie sylabotonicznej jest niezwykle trudno i bardzo niewielu poetów się tego podejmuje. Bardzo łatwo tutaj popaść w śmieszność i trudno zadowolić samego siebie, a co dopiero ogół słuchaczy czy czytelników.

      Nie ma zatem szans aby konkurs „Miłość nie jedno ma imię” rozszerzył swoją formułę o teksty raperów?

     
Myślę, że formuła konkursu jest na tyle obszerna i otwarta, że każdy raper zainteresowany tematyką miłosną mógłby wziąć w nim udział. Ważne jest przy tym to, co się chce przekazać, a czasami w potoku słów i szeregu niezawsze wyszukanych rymów, brak miejsca na ponadczasowe, uniwersalne treści, tylko na teraźniejsze bolączki czy irytacje.

     Oprócz pisania poezji zajmuje się Pani, jako przewodnicząca Ogólnopolskiego Klubu Literackiego „Na Oklep”, jej propagowaniem. Proszę opowiedzieć coś o historii klubu i celach jakie sobie stawiacie?

     
Idea powstania klubu towarzyszyła konkursowi „Miłość nie jedno ma imię” od samego początku. Na szczęście, odkąd jesteśmy pod opieką Miejskiego Domu Kultury „Południe”, pojawiła się możliwość zorganizowania takiego przedsięwzięcia, będącego próbą budowania przyjacielskich więzów i wzajemnego dopingowania się do pracy. Członkiem Klubu „Na Oklep” może zostać każdy laureat konkursu. Działamy dopiero od półtora roku, więc na razie Klub liczy prawie dwudziestu członków. Warto tu wymienić: Berenikę Michnik, Hanię Zielińską, Anię Wojciechowską, Karolinę Kasperek, Edytę Żyrek, Urszulę Baczyńską-Śleziak, Janinę Laskowską oraz dwóch rodzynków, Ryszarda Będkowskiego i Michała Stolarczyka Myślę, że z roku na rok będzie nas coraz więcej. Zajmujemy się między innymi organizacją warsztatów literackich – we wrześniu odbędzie się druga edycja. Mam nadzieję, że będzie to niemniejszy sukces niż warsztaty zeszłoroczne. Wszystkich chętnych, nie tylko członków Klubu, serdecznie zapraszam. Polecam też stronę internetową Klubu: www.klubliteracki.mdkpoludnie.com, gdzie można znaleźć utwory członków Klubu, regulamin konkursu „Miłość niejedno ma imię” oraz informacje o dotychczasowych imprezach przez nas organizowanych.

    Jak wyglądają takie warsztaty. Czy można się na nich nauczyć jak pisać wiersze?

    
Celem warsztatów jest znalezienie innej perspektywy w pracy z tekstem. W zeszłym roku udało nam się zaprosić na warsztaty poetę Radka Wiśniewskiego z Brzegu, który poprowadził zajęcia typowo warsztatowe, jak również zorganizować spotkanie autorskie z Katarzyną Młynarczyk, śląską poetką. Drugiego dnia miało miejsce spotkanie literacko-artystyczne prowadzone przez Wiesława Ciecieręgę. W tym roku chcielibyśmy bardzo utrzymać formułę zajęć warsztatowych, bo to one były dla wielu uczestników bardzo inspirującym przeżyciem. Można było zauważyć pozytywne emocje, jakie towarzyszyły młodym twórcom i motywowały ich do dalszej pracy. Mam nadzieję, że tak będzie i w tym roku.

    Skąd się wzięła nazwa klubu?

    
Wiele propozycji wiązało się ze skrótem nazwy Klubu – OKL czyli Ogólnopolski Klub Literacki. Pojawiły się różne pomysły: „Okliter”, „O kulach”, „Oklahoma”, ale w końcu zostało przegłosowane „Na oklep”.

    Wasz klub jest chyba sfeminizowany?

    
Bardzo żałujemy, że w naszych szeregach nie ma więcej członków płci męskiej, ale muszę przyznać, że nasi obaj panowie są bardzo aktywni. Nie wiem, czy pisze więcej kobiet czy mężczyzn, bo doskonale sobie zdaję sprawę, że większość twórczości nie ogląda światła dziennego i pozostaje w przysłowiowej szufladzie. Myślę jednak, że dziewczęta czy kobiety są bardziej otwarte i mają więcej odwagi, żeby wysłać swoje utwory, a może też tematyka miłosna wydaje się bardziej kobieca. Nie szukamy kolejnej Poświatowskiej, ale pewnie w niektórych uczestniczkach konkursu drzemie chęć porównania się z twórczością miłosną wielu znanych polskich poetek.

    Proszę opowiedzieć o swoich fascynacjach poezją.

    
Pierwsze rymowanki zaczęłam pisać mając osiem lat i od tego czasu tworzę z mniejszymi lub większymi przerwami, które uważam za niezbędne, jeżeli mamy przejść na kolejny etap twórczej dojrzałości. Debiutowałam w 1996 roku na łamach „Incipitu” – od tego czasu opublikowanych zostało kilkadziesiąt moich wierszy głównie w prasie śląskiej i różnych tomikach pokonkursowych. Zajęłam II miejsce w konkursie „Kacze pióro” w 1997 oraz kilkukrotnie udało mi się zostać laureatką konkursu „Miłość nie jedno ma imię”.

     I jeszcze kilka słów o sobie samej.

     
Jestem absolwentką szkoły muzycznej im. M. Karłowicza w Katowicach i świeżo upieczonym magistrem ekonomii. Nigdy nie myślałam, żeby utrzymywać się z poezji, bo to bardzo trudne zadanie. Bardziej traktuję pisanie jako przygodę i zabawę ze słowem. Należę do grona ścisłowców i myślę, że wśród nas jest wielu dobrych poetów, którzy potrafią narzucić sobie pewne ograniczenia i logikę działania, podczas gdy niektórzy humaniści, bujający w obłokach, mogą otrzeć się o grafomanię. W moim pokoju jest porządek. Nie pasuję do stereotypu poety zawalonego papierami i książkami.

Klub Humanistów
Spotkania z literaturą i sztuką

Każdego kto ma potrzebę rozwijania zainteresowań humanistycznych i poszerzenia swojej wiedzy, wrażliwości moralnej oraz estetycznej, na przykładzie i w kontakcie z wybitnymi dziełami polskiej i obcej kultury zapraszamy serdecznie na cotygodniowe spotkania w Miejskim Domu Kultury w Katowicach – Murckach ul. Pawła Kołodzieja 42. Zajęcia od 14 września 2004 r., w każdy wtorek od godz. 16.00 – 18.00, adresowane są przede wszystkim do młodzieży zdającej po raz pierwszy nową maturę.
 

Rozmawiał Błażej Roguz