| |
Zacznijmy
od najtrudniejszego pytania. Czym jest poezja?
Dla mnie to jest kwestia
wrażliwości na otaczający nas świat oraz dużej odwagi, żeby
ten świat na nowo uporządkować, czy wręcz stworzyć. Pisanie
jest pewnego rodzaju reakcją na to, co się dzieje w nas i
wokół nas. Przez większość poetów przemawia chęć poznania,
której towarzyszy większy krytycyzm względem otoczenia.
Według mnie poeta musi być przede wszystkim doskonałym
obserwatorem i psychologiem, ale także świetnym
matematykiem, jeżeli chodzi o figurę wiersza, muzykiem co do
jego melodii i ekonomistą w ilości wykorzystywanych słów.
A czy w pisaniu, chęci
zaistnienia, nie ma dużej dozy próżności?
To są stare rozgraniczenia:
czy piszę dla siebie i do szuflady, czy chcę za wszelką cenę
publikować własną twórczość. Z pewnością jest sporo twórców,
którym zależy na sławie, ale w chwili,
kiedy postrzega się pisanie jako chęć uporządkowania spraw
dookoła siebie, to myślę, że nie chodzi tu o sławę, ale o
spokój wewnętrzny i chęć osiągnięcia harmonii. Bo jak już
sobie powiedzieliśmy, pisanie to niepokój twórczy, a tworzy
się dla osiągnięcia świętego spokoju. Jeżeli oczywiście
dałoby się napisać doskonały wiersz.
W takim razie jaki jest
perfekcyjny wiersz?
Moim zdaniem nie istnieje
coś takiego. Trudno jest mi powiedzieć, czy są w ogóle
utwory zbliżające się do doskonałości, chociaż z pewnością
każdy czytelnik poezji ma swoje ulubione utwory, które uważa
za bliskie ideału.
Porozmawiajmy o natchnieniu,
wenie twórczej. To chyba bardzo osobista sprawa, dla każdego
poety indywidualna?
Niewątpliwie. Czasami rodzi
się to z obserwacji otoczenia lub samego siebie, a czasami z
lektury. Nagle się odkrywa, że dany temat można ująć
zupełnie inaczej i pojawia się jakiś ciąg oryginalnych
skojarzeń, jakieś ziarno niepokoju, z którego może coś
powstać. Bywa, że utwór przychodzi sam w całości,
ale najczęściej wiersz rodzi się w sposób bardziej
przemyślany, nawet na przestrzeni wielu miesięcy.
Może poeta potrzebuje do
pisania jakiegoś traumatycznego przeżycia wydarzeń: marca
68’ czy stanu wojennego. Tymczasem pokolenie dzisiejszych
20-latków żyje chyba w nudnych,
spokojnych czasach?
To nieprawda. My żyjemy w
innych czasach – w czasach, kiedy dużo się mówi o
bezrobociu, o terroryzmie czy o
wszechobecnym stresie. Paradoksalnie w dobie globalizacji
traumatyczne przeżycia mają wymiar bardziej jednostkowy,
indywidualny. Zbliżamy się do krajów odległych kulturowo,
ale oddalamy się od osób z najbliższego otoczenia. Coraz
więcej ludzi nie potrafi znaleźć się w takiej
rzeczywistości. Niektórzy uciekają od problemów dnia
codziennego popadając w różnego
rodzaju nałogi, inni poświęcają się sztuce.
Czy każdemu poecie nie
towarzyszy natrętna myśl, że i tak tego co stworzy nikt nie
przeczyta. Żyjemy w czasach w których nie ma chyba
zapotrzebowania na poezję?
To zależy, jakie kto ma
potrzeby – i chodzi tu zarówno o twórcę, jak i konsumenta
kultury, czyli w tym przypadku czytelnika. Prawdziwy poeta
odczuwa przede wszystkim chęć wyrzucenia tego, co w nim
jest, a jeżeli zachwyt nad jego utworem udzieli się innym
osobom, to ma szansę zaistnieć w świadomości większej grupy
ludzi. Natomiast jeżeli pisze dla siebie, czy wąskiego grona
przyjaciół, to również ma szansę stworzyć coś wartościowego,
co może zostać uznane za sto lat jako znak czasu, przełom,
może początek kolejnej epoki literackiej.
Ale w młodej polskiej poezji
nie ma kogoś takiego jak Dorota Masłowska w prozie?
Rzeczywiście nie ma, ale
mam nadzieję, że wynika to z tego, że tworzy naprawdę wielu
młodych, poetów, spośród których trudno wybrać obiektywnie
tego najbardziej interesującego, a nie
z braku wybijającej się osobowości na rynku wydawniczym czy
niesprawnych działań marketingowych.
A może poetów zastąpili raperzy,
twórcy z ulicy.
Ja bym raczej nie
porównywała twych dwóch nurtów twórczości. Rap czy hip-hop
jest niewątpliwie pewną formą ekspresji, spokrewnioną z
poezją w poszukiwaniu rytmu wypowiedzi i przekazu
bezpośredniego, ale wiersz niekoniecznie oznacza ekspresję,
a równie często impresję.
„Ja rymów nie dobieram ja głosek nie składam. Tak
wszystko napisałem jak tu do was gadam”, oto cytat z
prekursora hip-hopowego rymowania Adama Mickiewicza.
Zważywszy, że w dzisiejszych czasach dominuje swobodna,
spontaniczna forma wypowiedzi, istnieje moda na limeryki, na
zabawy słowem, to tutaj możemy się dopatrywać pewnych
zbieżności z rapem. Ale z drugiej strony stworzyć naprawdę
coś wartościowego w formie sylabotonicznej jest niezwykle
trudno i bardzo niewielu poetów się tego podejmuje. Bardzo
łatwo tutaj popaść w śmieszność i
trudno zadowolić samego siebie, a co dopiero ogół słuchaczy
czy czytelników.
Nie ma zatem szans aby konkurs
„Miłość nie jedno ma imię” rozszerzył swoją formułę o teksty
raperów?
Myślę, że formuła konkursu
jest na tyle obszerna i otwarta, że każdy raper
zainteresowany tematyką miłosną mógłby wziąć w nim udział.
Ważne jest przy tym to, co się chce przekazać, a czasami
w potoku słów i szeregu niezawsze wyszukanych rymów, brak
miejsca na ponadczasowe, uniwersalne treści, tylko na
teraźniejsze bolączki czy irytacje.
Oprócz pisania poezji zajmuje
się Pani, jako przewodnicząca Ogólnopolskiego Klubu
Literackiego „Na Oklep”, jej propagowaniem. Proszę
opowiedzieć coś o historii klubu i celach
jakie sobie stawiacie?
Idea powstania klubu
towarzyszyła konkursowi „Miłość nie jedno ma imię” od samego
początku. Na szczęście, odkąd jesteśmy pod opieką Miejskiego
Domu Kultury „Południe”, pojawiła się możliwość
zorganizowania takiego przedsięwzięcia, będącego próbą
budowania przyjacielskich więzów i wzajemnego dopingowania
się do pracy. Członkiem Klubu „Na Oklep” może zostać każdy
laureat konkursu. Działamy dopiero od półtora roku, więc na
razie Klub liczy prawie dwudziestu członków. Warto tu
wymienić: Berenikę Michnik, Hanię Zielińską, Anię
Wojciechowską, Karolinę Kasperek, Edytę Żyrek, Urszulę
Baczyńską-Śleziak, Janinę Laskowską oraz dwóch rodzynków,
Ryszarda Będkowskiego i Michała Stolarczyka Myślę, że z roku
na rok będzie nas coraz więcej. Zajmujemy się między innymi
organizacją warsztatów literackich – we wrześniu odbędzie
się druga edycja. Mam nadzieję, że będzie to niemniejszy
sukces niż warsztaty zeszłoroczne. Wszystkich chętnych, nie
tylko członków Klubu, serdecznie zapraszam. Polecam też
stronę internetową Klubu:
www.klubliteracki.mdkpoludnie.com, gdzie można znaleźć
utwory członków Klubu, regulamin konkursu „Miłość niejedno
ma imię” oraz informacje o dotychczasowych imprezach przez
nas organizowanych.
Jak wyglądają takie warsztaty.
Czy można się na nich nauczyć jak pisać wiersze?
Celem warsztatów jest
znalezienie innej perspektywy w pracy z tekstem. W zeszłym
roku udało nam się zaprosić na warsztaty poetę Radka
Wiśniewskiego z Brzegu, który poprowadził zajęcia typowo
warsztatowe, jak również zorganizować spotkanie autorskie z
Katarzyną Młynarczyk, śląską poetką. Drugiego dnia miało
miejsce spotkanie literacko-artystyczne prowadzone przez
Wiesława Ciecieręgę. W tym roku chcielibyśmy bardzo utrzymać
formułę zajęć warsztatowych, bo to one były dla wielu
uczestników bardzo inspirującym przeżyciem. Można było
zauważyć pozytywne emocje, jakie towarzyszyły młodym twórcom
i motywowały ich do dalszej pracy. Mam nadzieję, że tak
będzie i w tym roku.
Skąd się wzięła nazwa klubu?
Wiele propozycji wiązało się
ze skrótem nazwy Klubu – OKL czyli Ogólnopolski Klub
Literacki. Pojawiły się różne pomysły: „Okliter”, „O
kulach”, „Oklahoma”, ale w końcu zostało przegłosowane „Na
oklep”.
Wasz klub jest chyba
sfeminizowany?
Bardzo żałujemy, że w naszych
szeregach nie ma więcej członków płci męskiej, ale muszę
przyznać, że nasi obaj panowie są bardzo aktywni. Nie wiem,
czy pisze więcej kobiet czy mężczyzn, bo doskonale sobie
zdaję sprawę, że większość twórczości nie ogląda światła
dziennego i pozostaje w przysłowiowej szufladzie. Myślę
jednak, że dziewczęta czy kobiety są bardziej otwarte i mają
więcej odwagi, żeby wysłać swoje utwory, a może też tematyka
miłosna wydaje się bardziej kobieca. Nie szukamy kolejnej
Poświatowskiej, ale pewnie w niektórych uczestniczkach
konkursu drzemie chęć porównania się z twórczością miłosną
wielu znanych polskich poetek.
Proszę opowiedzieć o swoich
fascynacjach poezją.
Pierwsze rymowanki zaczęłam
pisać mając osiem lat i od tego czasu tworzę z mniejszymi
lub większymi przerwami, które uważam za niezbędne, jeżeli
mamy przejść na kolejny etap twórczej dojrzałości.
Debiutowałam w 1996 roku na łamach „Incipitu” – od tego
czasu opublikowanych zostało kilkadziesiąt moich wierszy
głównie w prasie śląskiej i różnych tomikach pokonkursowych.
Zajęłam II miejsce w konkursie „Kacze pióro” w 1997 oraz
kilkukrotnie udało mi się zostać laureatką konkursu „Miłość
nie jedno ma imię”.
I jeszcze kilka słów o sobie
samej.
Jestem absolwentką szkoły
muzycznej im. M. Karłowicza w Katowicach i świeżo upieczonym
magistrem ekonomii. Nigdy nie myślałam, żeby utrzymywać się
z poezji, bo to bardzo trudne zadanie. Bardziej traktuję
pisanie jako przygodę i zabawę ze słowem. Należę do grona
ścisłowców i myślę, że wśród nas jest
wielu dobrych poetów, którzy potrafią narzucić sobie pewne
ograniczenia i logikę działania, podczas gdy niektórzy
humaniści, bujający w obłokach, mogą otrzeć się o grafomanię.
W moim pokoju jest porządek. Nie pasuję do stereotypu poety
zawalonego papierami i książkami.
Klub
Humanistów
Spotkania z literaturą i sztuką
Każdego kto
ma potrzebę rozwijania zainteresowań humanistycznych i
poszerzenia swojej wiedzy, wrażliwości moralnej oraz
estetycznej, na przykładzie i w kontakcie z wybitnymi
dziełami polskiej i obcej kultury
zapraszamy serdecznie na cotygodniowe spotkania w Miejskim
Domu Kultury w Katowicach – Murckach
ul. Pawła Kołodzieja 42. Zajęcia od 14 września 2004 r., w
każdy wtorek od godz. 16.00 – 18.00, adresowane są przede
wszystkim do młodzieży zdającej po raz pierwszy nową maturę.
Rozmawiał
Błażej Roguz
|
|