Kolekcjoner historii

 

                                                       Rozmowa z Adamem Grządzielem, psychologiem, kolekcjonerem starych samochodów, założycielem „Muzeum motoryzacji” w Piotrowicach i inicjatorem powstania „Muzeum historii Piotrowic i okolic”.

 
 


       

Czy kolekcjonerska pasja może być chorobą?

      Oczywiście, że tak. To obsesyjna potrzeba zdobywania kolejnych egzemplarzy . To jest tak, że gdzieś jadę i napotykam samochód, który się rozpada i nie zastanawiam się czy mam miejsce gdzie go będzie można postawić. To nie jest racjonalne działanie, więc jest to, było nie było, rodzaj uzależnienia, a wiec jednak choroba. Jestem już trzecim pokoleniem zbieraczy i chyba mam to w genach. Zaczęło się od pradziadka, powstańca śląskiego, któremu wojna zabrała wszystkie zbiory biblioteczne. W rodzinie zawsze było mnóstwo ludzi, którzy zajmowali się dziwnymi rzeczami. Brat mojej babci hodował kwiaty, miał w Piotrowicach jedną z pierwszych kwiaciarni. Udało mu się wyhodować czarną różę, co jak wiadomo z legendy sprowadza nieszczęście. Jemu też nie przyniosło  to  szczęścia, bo zaraz potem poszedł na front wschodni i już nie wrócił. Mój ojciec z kolei był bardziej zaangażowany w sprawy związane z historią motoryzacji a ja to jedynie kontynuuje.

Fascynują też pana Piotrowice. Stąd pomysł „Muzeum historii Piotrowic i okolic”.

      Od pokoleń jesteśmy związani z Piotrowicami, wiec jest to rodzaj lokalnego patriotyzmu. Lubię podróżować ale zawsze wracam chętnie do mojej małej ojczyzny. Wydaje mi się, że trzeba coś zrobić aby zdjęcia, dokumenty, czyli rzeczy, które leżą na strychach nie lądowały, prędzej czy później, na śmietniku. Niestety muszę powiedzieć, że mój apel do Piotrowiczan spotkał się z niewielkim odzewem a przecież świetnie by było gdyby takie miejsce powstało, gdzie Piotrowiczanie mogliby gromadzić pamiątki i być dumni ze swojego „miejsca na ziemi”.

Jest pan zdania, że to nie my kolekcjonujemy przedmioty tylko one nas.

        Jestem o tym głęboko przekonany, ale nie mam na to naukowych dowodów, tylko „życiowe” i to nie tylko moje, ale także moich znajomych. Myślę, że z przedmiotami jest jak z ludźmi, rozchodzą się żeby kiedyś się spotkać. I tak stary porcelanowy serwis, który w zawierusze wojennej poszedł w tzw. rozsypkę, często po latach trudem kolejnych kolekcjonerów na powrót stanowi komplet. To samo dotyczy samochodów. Nie rzadko silnik, który przed laty „rozstał” się z karoseria, po latach wraca na swoje miejsce. Wiele takich historii opisuję na stronie internetowej mojego muzeum (www.oldtimers.witaj.pl).

Ostatnia przygoda dotyczy olbrzymiego projektora do dagerotypów nabytego na targu staroci. Kiedy przywlokłem go do domu zapytałem sam siebie, na co mi coś takiego. Jakiś czas później poszedłem do kolegi i opowiadam mu o tym gracie a on na to, że świetnie, bo ma dagerotypy, a nie ma ich na czym wyświetlać. I znowu przedmioty spotkały się po latach i potwierdza się teza, że nie my kolekcjonujemy przedmioty ale one nas.

Czy z kolekcjonerstwem nie jest tak, że najbardziej pasjonujące jest samo szukanie i przygoda, jaka temu towarzyszy?

         Ale tak jest chyba ze wszystkim co stanowi sens naszego życia. Najważniejsza jest droga do celu, a spełnienie marzenia to zaledwie początek kolejnego. Niestety okres romantyczny w kolekcjonerstwie samochodów mamy już za sobą. Niewiele pozostało tajemnic do odkrycia. Kiedyś naprawdę szukało się samochodów po szopach i stodołach. Ja o każdym moim aucie jestem w stanie powiedzieć, kto je zaprojektował, wyprodukował, wymienię jego słabe i mocne punkty, a nawet, w jakim filmie nim jeżdżono. Samochody współczesne nie maja już duszy, one musza jedynie spełniać warunki bezpieczeństwa i posiadać jak najmniejszy współczynnik oporu powietrza. Czasy gdy liczył się designe samochodu, jego nie powtarzalna forma już dawno minęły. Kiedyś samochody były projektowane przez artystów, z rozmachem, jak dzieło sztuki. Samochodów wyprodukowanych już w latach 80 nikt nie będzie traktował jako czegoś godnego kolekcjonowania. Chyba, że będzie to samochód związany z jakimś sławnym człowiekiem, tak jak to miało ostatnio miejsce z samochodem papieża.

Jeden z eksponatów w Muzeum to prawdziwa jeżdżąca historia Polski Ludowej. Proszę opowiedzieć o Zile 111.

         Co się dzieje z rzeczami, których było dużo? Nikt ich nie szanuje. Natomiast inaczej jest z produktami limitowanymi. Jeżeli Rolls Royce wyprodukował dziesięć sztuk danego modelu, to te dziesięć samochodów jest zachowanych. I tak jest z tym Ziłem. Wyprodukowano ich w sumie 11, dla wszystkich bratnich narodów. Jeździł nim Gomułka, Gierek, Breżniew, Żiwkow, de Gaulle i Jan Paweł II podczas pierwszej wizyty, ale tylko na lotnisku, bo później, przy wizycie z wiernymi poruszał się specjalnie przystosowanym Starem, którego notabene też próbowałem znaleźć. Niestety okazał się być już pocięty i przerobiony na żyletki. Natomiast z poszukiwaniem tego samochodu była prawdziwa przygoda. Był on ukryty wraz z innymi cenniejszym pojazdami służącymi prominentom tamtego ustroju, w wojskowym hangarze strzeżonym dzień i noc. Właściwie oni nawet nie wiedzieli czego pilnują. Po wielu zabiegach samochód udało się zdobyć, ale to już temat na długą kolekcjonerską rozmowę. Nasz Zil stał gdzieś w samym końcu tego hangaru, kapała na niego woda, więc kiedy go znaleźliśmy był trochę przegnity, ale zachował swoja oryginalność i klasę. To rzeczywiście samochód, który gdyby potrafił mówić opowiedziałby nam nie jedną świetną historię, ale i bez tego zdradził nam kilka tajemnic (kiedy rozpoczęliśmy renowacje znaleźliśmy w drzwiach kilka pustych butelek po trunkach, którymi raczyli się panowie sekretarze). Niestety nie udało się znaleźć innych właścicieli tej marki i typu. Jedyny ślad prowadzi na Kubę, gdzie prawdopodobnie w garażach Fidela Castro stoi jeszcze jeden ZIL 111 w Wersji D. Cóż, jak trzeba będzie pojedziemy na Kubę, bo póki co, Castro nie odpowiedział na nasze listy. Może trzeba poczekać..., to hobby uczy cierpliwości.Tej cierpliwości życzę sobie też w tworzeniu muzeum Piotrowic. Mam nadzieje, że wiosna ożywi aktywność naszych współmieszkańców i zacznie przybywać eksponatów, które świadczą o historii naszej dzielnicy. Zapraszam wszystkich do zwiedzania  Muzeum Motoryzacji i namawiam do współpracy przy organizacji muzeum Piotrowic.

Rozmawiał Błażej Roguz