|
Kiedy
zaczęła się u ciebie fascynacja fotografią?
To
raczej nie fascynacja. Tak naprawdę moją pasją są góry.
Wszystko zaczęło się kiedy od rodziców na 18 urodziny
dostałem Zenita na ówczesne czasy sprzęt - potęga. Miałem go
zawsze w plecaku podczas górskich wędrówek. Szybko
zainteresowałem się slajdami. Wtedy na polskim rynku
fotograficzny rządziła niepodzielnie NRD-owska firma ORVO.
Sęk w tym, że te materiały traciły po jakimś czasie kolory,
więc z tego okresu niewiele zdjęć ocalało. W ogóle to jestem
fotograficznym naturszczykiem z niewielkim teoretycznym
przygotowaniem.
Twoją
górską obsesje świetnie widać na wystawie.
Te zdjęcia
to moje spojrzenie na góry. Cały wolny czas tam spędzam i im
poświęcam. Każdy młody człowiek czymś się fascynuje co
później zostaje na całe życie. Mój dziadek kiedyś postawił
domek w górach żeby tam spędzić emeryturę , której niestety
nie dożył. Zaczęło się od Beskidów później przyszła kolej na
Dolomity i Alpy.Wraz z
dziewczyną nie lubimy lata dlatego wyjeżdżamy na urlopy
zawsze tam gdzie jest śnieg. Nie przepadamy też za tłumem.
To jest powodem naszego niekonwencjonalnego sposobu
podróżowania z dala od schronisk, wolimy spać w namiocie. To
tez się wiąże z fotografią, bo żeby zrobić dobre zdjęcie to
trzeba być gdzieś albo wcześnie rano albo późno wieczorem,
więc nie ma sensu zatrzymywać się w schronisku, lepiej
rozbić namiot, najlepiej jak najbliżej szczytu. Ta wystawa
to zaledwie niewielka część tego co udało mi się w górach
sfotografować, to 40 zdjęć którymi postanowiłem uczcić moje
40 urodziny.
Przez
jakiś czas nawet mieszkałeś w górach.
Zaraz
po szkole średniej wyjechałem i zamieszkałem w górach na
dobrych parę lat. Ale stałe przebywanie w tym pięknym
otoczeniu nie robi dobrze na wrażliwość na to piękno. Po
prostu powszednieje. Pracowałem na Wierchomli w Beskidzie
Sądeckim jako kucharz w schronisku które prowadził mój
kuzyn. A teraz pracuje w dziale łączności na Kopalni
„Wujek”.
Stąd
też twoja ksywka „telegraf”?
Kiedyś
pracowałem na centrali telefonicznej i z tego okresu
pochodzi na ksywka.
Wymyśliła ją koleżanka ze Studenckiego Koła Przewodników
Beskidzkich jakieś 10 lat temu i tak już zostało. Teraz
jestem chyba bardziej znany jako Telegraf niż Tomek Król.
Twoje
zdjęcia ukazały się m.in. w „National Geographic”. Czy
znalazły się na wystawie?
Niestety nie. Na wystawie postanowiłem pokazać tylko
fotografie górskie a zdjęcie z „NG” to była zeszłoroczna
okładka mapy Bałtyku. Na zdjęciu jest zamek startujący w
konkursie na budowlę z piasku. Mogliśmy je zobaczyć w
pokazie slajdów podczas wernisażu wystawy.
Fotografie
pełne są intensywnych barw. Lubisz też chyba kontrastujące
ze sobą kolory?
Uważam,
że jeżeli już jest kolor to musi być intensywny, żywy.
Pastele też mają swój urok ale wolę kiedy kolory
kontrastują. Stąd też się bierze moje zamiłowanie do slajdów
które dużo wcześniej przed pojawieniem się fotografii
cyfrowej „podbijały” barwność i dawały efekt głębokiego
koloru.
Na
Twoich zdjęciach, przynajmniej tych zgromadzonych na
wystawie charakterystyczny jest brak ludzi.
Nie
uciekam przed ludźmi. Raczej staram się ich umieszczać na
zdjęciach. Akurat prace, które są na wystawie rzeczywiście
stronią od postaci a jeżeli już się pojawiają to jako
przeciwwaga do gór, do ich potęgi wobec maleńkości
człowieka. Lubię krajobrazy dlatego, że tam odpoczywam i
ładuje akumulatory a krajobraz człowiekiem to krajobraz
najpiękniejszy. Trudne jest skomponowanie takiej fotografii
żeby człowiek nie dominował ale jednak coś znaczył
Które góry
są najbardziej fotogeniczne?
Prościej oczywiście robić zdjęcia w górach które są
„spektakularne”, monstrualne skały, zaśnieżone szczyty. A ja
bardzo lubię Beskidy i w ogóle uważam, że są to
najtrudniejsze do sfotografowania góry. W tym sensie
najtrudniejsze, że właśnie w potocznej opinii są górami w
których nic się nie dzieje. Wszystko jest łagodne,
zalesione, rozmyte. Beskidy na pewno są tematem ciekawym z
niespotykanym nigdzie indziej mnóstwem kolorów.
Podaj
proszę recepturę na świetne zdjęcie.
Sposób na
dobre zdjęcie jest prosty. Trzeba wszystko zebrać do kupy:
dobre warunki pogodowe: przelewające się mgły, dobre światło
i odpowiednio spakować na zdjęciu.
Fotografie dla mnie jest
malowaniem światłem. Jeżeli są świetne warunki do
fotografowania to wena sama przychodzi i trzeba złapać za
aparat.
Kto jest
Twoim fotograficznym mistrzem?
Ansel Adams. Autor czarno
białych zdjęć gór. Był genialnym fotografem. Miał oryginalne
spojrzenie i niezwykły talent w opisywaniu na zdjęciach gór.
Jakiego
używasz sprzętu?
Nie mam cyfrowego aparatu bo
na taki jak bym chciał mieć po prostu mnie nie stać. Moim
aparatem jest lustrzanka Canon 30, aparat średniej klasy,
półprofesjonalny do którego mam kilka obiektywów. Daje mi to
czego oczekuję.
Jesteś
też skialpinistą. Opowiedz coś o tej ekstremalnej
dyscyplinie sportu.
Narciarstwo wysokogórskie to
do czasu problemów z kolanami była również moja pasja.
Startowałem z sukcesami w zawodach Pucharu Polski. Na
przyszłych Igrzyskach Olimpijskich będzie to dyscyplina
pokazowa. Skialpinizm polega w uproszczeniu na wspinaniu się
z przypiętymi nartami na górę a potem z niej zjeżdżaniu i
tak na okrągło. Jest to fantastyczny sport. Narciarstwo z
czasów kiedy było bliższe naturze, sprzed wyciągów i
kolejek. Jazda w puchu najlepiej żeby było stromo i między
drzewami to fantastyczna przygoda. Bez stania w kolejce i
uczucia że kogoś zaraz będziesz mieć na plecach.
Podziel
się jeszcze swoimi fotograficznymi marzeniami i planami?
Oczywiście Himalaje. Ale
zazwyczaj tak się zieje ze zdjęcia które miały wyjść jako
wyjątkowe bo pokazywały wyjątkowe miejsca są nieudane.
Kilimandżaro na pewno też z racji gdzie u podnóża jest
sawanna na szczycie lodowiec. Zaskakujące potrafi być jak
ludzie reagują na zdjęcia z Lędzin czy z murckowskich hałd,
o których mówią, że są z Kanady odbijające się sosny w
osadniku wody podsackowej a więc wcale nie trzeba nigdzie
daleko jeździć. A plany to fotografie wieży ciśnień na
Śląsku. Podupadające i piękne, monumentalne i strzeliste jak
górskie szczyty.
Rozmawiał
Błażej Roguz
Kliknij aby
obejrzeć fotografie z wernisażu wystawy 40/40
|